Relacja Ścibiego z City Trial 4/6 2017/2018

Piękny zimowy poranek, słoneczko temperatura lekko na minusie… lekko poniżej – 20stC, a w planach występ na City Trial. Tak było rok temu gdzie padł rekord zimna w cyklu. W tym roku już nie groziło Nam doświadczenie takich mrozów, bo jak wiemy prawo do zimy w tym roku uzurpują sobie Amerykanie 😉

Warunki pogodowe na 4 bieg cyklu CT zapowiadały się idealnie. Bardzo lekko na minusie, brak wiatru i piękne słoneczko. Przemieszczając się z parkingu w stronę startu zgodnie z Gabii uznaliśmy, że będzie ciężko o szybkie bieganie ze względu na dość śliskie podłoże pokryte śniegiem, które w razie wywrotki amortyzowało by skutki poślizgu. Z drugiej strony kto by nie chciał w tak doborowym towarzystwie i na takiej imprezie na śniegu nie zrobić orzełka ?! No kto?! Wiadomo, że każdy 😉

Odebranie pakietów, zebranie ekipy szybkie zdjęcie grupowe oraz z Krzyśkiem z Biegowej Przygody i rozbiegamy się na roztruchtanie. Już po kilku minutach wiedziałem, że chyba nie będę w pierwszej 10 zawodów. Brak czasu na regenerację, brak czasu na bieganie… 5km wybiegania w tygodniu to trochę mało aby nawet myśleć o tym, że nie będzie wstydu.

Ustawiając się na starcie nie miałem, żadnych ambicji, żadnych planów. Piotrek w stroju pirata chciał straszyć na starcie aby mieć jak najwięcej miejsca, Gabi w sukieneczce oraz masce miała plan zaintrygować i rozkojarzyć męską część biegaczy aby biegła za nią, a ja, ja chciałem dobiec. W takich sytuacjach dobrze spotkać dobrych ludzi. Z pomocą mentalna przyszedł Kamil, który w okresie rekonwalescencji nie chciał się ścigać tylko pobiegać i pogadać… o samochodach 😉 pierwsze 3 km minęły Nam na rozmowach o motoryzacji. Tak się spodobała Nasza rozmowa innym, że szybko i profesjonalnie doradziliśmy jednej z biegaczek zakup A45 AMG bo chciała mieć mały i szybki samochód. Odradziliśmy Lambo bo nie ma bagażnika itd… 😉

A sam bieg… frekwencja nie dopisała chyba. Dość luźno na trasie, nie trzeba było się pchać, przeciskać i kombinować. Trasa nie pozwalała na szaleństwa tempowe. Ślisko, śnieżnie i niebezpieczne zakamuflowane pod śniegiem koleiny i korzenie. Na szczęście nie słyszałem o żadnych kontuzjach i wywrotkach. Pierwsze 2 km to luzik, gadka, śmiech i zabawa bieganiem, później zaczęły się schody, skończyła się siła i nastrój na bieganie. Jak to mawia Robert, że czasami trzeba zrobić „trening do pożygu” to trzeba… i to było na 3 km. Nie chciały biec już nogi, głowa i żołądek powiedział mi kilka ciepłych slów o moim postępowaniu… z racji, że Kamil po 3 km się rozgrzał zdecydował o treningu BNP i słusznie. Ja walczyłem dalej z bessą mojej formy i trudami trasy. Niby super, śnieg, ciepło i słoneczko ale ja miałem już tak serdecznie dość tego biegu, że masa kiera. Nie wiem skąd, nie wiem jak udało się coś przyspieszyć na ostatnich metrach biegu. Czuć, że nie ma czym biegać, nie ma głowy i nie ma świeżości w kroku niczym Irena Szewińska w swoich najlepszych występach.

Bieg ukończony, zaliczony. Wnioski wyciągnięte, ale czy da się coś poprawić? Zobaczymy. Bieg był trudny jeśli chodzi o warunki w odczuciu moim i innych. Wyniki mówią same za siebie. Pierwszy zawodnik przybiegł po ponad 17 minutach. Przed Nami jeszcze 2 biegi w cyklu. Najważniejsze, że każdy w zdrowiu dotarł do mety. Ja osobiście dziękuję Kamilowi, ze towarzystwo i pomoc w pokonaniu pierwszej trudniejszej części trasy 😉 Dzięki 😉

Łukasz Ścibior

%d bloggers like this: