EKSTREMALNA DROGA KRZYŻOWA

EKSTREMALNA DROGA KRZYŻOWA to pokonanie wybranej trasy w nocy, medytowanie i zmaganie się z własnymi słabościami. W trakcie długiej, ponad 40-kilometrowej wyprawy uczestnicy mają czas na refleksję i spotkanie z Bogiem. EDK to także wewnętrzna podróż, która pozwala spojrzeć w głąb siebie i uczy pokory.
•To forma duchowości, która dla wielu staje się sposobem na życie. Prawdziwe Spotkanie z Nim pośrodku Zmagania sprawia, że nie chce się już żyć normalnie, tylko ekstremalnie, czyli w pełni – mówi ks. Jacek WIOSNA Stryczek, ideodawca EDK.

Nie warto żyć normalnie, warto żyć ekstremalnie!
•Długość i noc. Myślę, że tak jak w przypadku maratonu przebycie na własnych nogach tak długiej wyprawy, zmienia człowieka. Skojarzyło mi się to z powiedzeniem biegacza Emila Zatopka: Chcesz zacząć biegać, przebiegnij kilometr. Chcesz zmienić swoje życie, przebiegnij maraton. Parafrazując: Chcesz się pomodlić, odmów drogę krzyżową. Chcesz zmienić swoje życie, przejdź EDK.
Z naszych wiadomości w EDK wzięli udział Łukasz , Konrad i Michał, a oto relacje „z dwóch stron medalu” naszych ludzi z Ekstremalnej Drogi Krzyżowej:

Konrad Lubowiecki (Dystans ponad 50km)
Misja #EDK2018 zakończona pełnym sukcesem. Intencje własne, rodziny oraz kolegi zaniesione przed figurę Matki Boskiej Kębelskiej i do Sanktuarium w Wąwolnicy, ale zacznijmy od początku. Plan był taki, że moja ekipa przyjedzie po mnie i na godzinę 19 jedziemy do Katedry Lubelskiej. Z pewnymi opoźnieniami (bo o 19 dosłownie dokonujemy desantu z auta na rogu ulicy przed Katedrą) docieramy do celu. Na katedralnym parkingu już wielki tłum ludzi -jak poźniej się dowiaduję, zapisało się 2500 osób, w tym 210 śmiałków chcących zmierzyć się z nową trasą bł. Piotra Jerzego Frassatiego. W trakcie wejścia na mszę zdejmuję kurtkę, bo wiem, że w środku będzie gorąco. Spodziewałem się dużej ilości osób, ale taka ilość przerosła moje oczekiwania i możliwości Katedry. Ściśnięty jak tylko mogę siadam na podłodze wiedząc, że czeka mnie cała noc na nogach. Msza mija bardzo szybko, z trudem odnajdujemy się na zewnątrz, ruszamy pod kiosk, gdzie jestem umówiony z dwoma kolegami. Ludzie ruszają w rożnych kierunkach, spotykamy się zgodnie z planem. Szybkie powitanie, zapoznanie, uściśnięcia dłoni i od tego momentu stanowimy, jak się okazało, bardzo zwartą grupę siedmiu osób. Ruszamy sprawnie i po 450 metrach I Stacja. Wow, jak szybko! Poprosiłem o to, żeby na stacjach czekać na siebie i po kolei każdy czytał rozważania dla zebranych. Mam wrażenie, że to lepiej łączy grupę. Po chwili refleksji ruszamy szybkim krokiem. Mijamy Dolną Panny Marii, gdzie normalnie nie jest przyjemnie o tej porze chodzić piechotą. W świetnych humorach szybko mijamy stację przy budynku straży pożarnej i Alei Jana Pawła II. Idąc wzdłuż Bystrzycy, widzimy ludzi z trasy dookola zalewu, którzy idą po drugiej stronie rzeki. Mijamy tablicę Leśnictwo Stary Gaj – troszkę błotka, bo przecież to EDK, nie możemy przejść z czystymi butami. Na ścieżce w małym wąwozie, biegnącej lekko pod górę, trzeba było się pilnować, żeby nie strzelić przysłowiowego dacha, bo było ślisko. Kolejna tablica Rezerwat Przyrody Stasin i droga na skraju lasu nie wróżyły nic dobrego. Droga rozjeżdżona przez miłośników aut 4×4 i traktory okazała się naprawdę ciężkim traktem. Ścieżka pełna wielkich kolein, wody, dużej ilości błota ciągneła się jak żółty ser na pizzy. To, czego udało mi się uniknąć kilka razy wcześniej, spotkało kolegę z ekipy. Mianowicie, przy jednej z prób przeskoczenia wody, pośliznął się i wylądował czterema literami w brei. Wyczyścił ręce w śniegu, ale spodnie miał brudne na galowo. Po tej akcji jeden z kolegów, który szedł trochę z tyłu, zaproponował przedzieranie się lasem i momentami tak zaczęliśmy robić. Każdy, kto miał sportowe buty, czuł w nich chlupot wody. Na domiar złego „cudowne” warunki pogorszył deszcz ze śniegiem, które dawały przenikliwe zimno powodujące dreszcze. Na szczęście prognozy mówiły tylko o godzinie takich opadów. Kolejne stacje: 4.,5. i 6. pokonaliśmy w świetnym tempie – po 10 min. na km, a obniżająca się temperatura zaczęła powoli wiązać jak zaprawa murarska, co okazało się kluczowe dla dalszej części wędrówki. Tempo było znakomite, trasa coraz lepsza, buty prawie suche, brzuch (dzięki leśnej wizycie) zaczął normalnie funkcjonować. Myślę sobie: „Iść mogę i na koniec świata”. Nagle tel. ” z tyłu” : „Zaczekaj, coś się stało”. Czekam, widzę ekipę wyglądają dobrze, więc OCB? Okazało się, że kolegę zawiodły buty trekingowe, w których przemierzył setki kilometrów przez ostatnie 6 lat. Zawsze były OK, ale tej nocy jedna z podeszw wisiała tylko na przedniej części, tworząc opadającą szczękę. Jakby buty przy każdym kroku dziwiły się, ile mają jeszcze przejść. Po burzy mózgów, jak reaktywować buty, postanowiliśmy za pomocą frotki i bandaża elastycznego dać im drugie życie. Było to około 25 km trasy. Wyglądał, jakby szedł z zagipsowaną nogą, ale szedł i to było na tym etapie najważniejsze. Poszedłem dalej, powiedziałem chłopakom z przodu, co się stało. Czekamy na gipsiarza, ale widzę, że idzie bez bandaża niosąc w rekach dwie podeszwy. Okazało się, że druga też się zaczęła odklejać i postanowił ją odciąć nożem pożyczonym od strażaków. Obraz komiczny, ale miał do przejścia ponad 20 km w takim stanie. Mówił, że jak jest zmrożone i w miarę równo, to jakoś się idzie. Generalnie po 10. Stacji, czyli 36 km, każdego coś bolało, ale szliśmy bardzo sprawnie. Najbardziej podziwiam koleżankę, która jako jedyna kobieta w naszym składzie, szła tak szybko jak sarna uciekająca przed wilkami. 11. stacja według opisu to 40.9 km, ale my z racji pewnych nadprogramowych km, mieliśmy już 42. Najwięcej optymizmu dał nam świt, piękna pogoda i około 10 km do Wąwolnicy. Na stacji 13.- przy kapliczce w Kęble- łączyły się różne trasy EDK. Generalnie większość ludzi na tym etapie nocnego wędrowania, wychodząc z lasu, wyglądała raczej jakby chciała wziąć udział w castingu do „Nocy żywych trupów”. Najważniejsze, że kolejny raz (już trzeci!) udało się tu donieść intencję. Została tylko jedna Stacja. Około godziny 8.30, po 12 godzinach marszu, dotarliśmy w komplecie, a ja ruszyłem po obiecaną w Katedrze pomidorówkę. Po zjedzeniu dwóch talerzy zupy i poprawieniu 10 racuchami, pełny i usatysfakcjonowany, czekałem na transport do domu. EDK 2018

I z drugiej strony medalu – gdyż życie nie zawsze jest pełne sukcesów relacja Łukasza Czemerysa (Dystans ponad 80km – Łukasz podjął decyzję o zejściu z trasy po ponad 50km):

Ekstremalna Droga Krzyżowa zmieniła (i zmieni) dużo… mogę chyba powiedzieć, że wszystko… z „technicznego” punktu widzenia, nie została ukończona, nie została zakończona sukcesem, przez słabe przygotowanie, przez naprawdę ekstremalnie trudne warunki… roztopy w dzikich górach czyli wszędzie błoto, woda płynąca wszędzie, z każdej strony i decyzja co chwilę czy iść wodą czy śniegiem po kolana po nieprzetartej „drodze”, a to wszystko przemoczonych butach, nogach rozmokniętych, całych w pęcherzach… psychiczna strona…. na pewno nie lepiej… noc w lesie pełnym wilków, a nawet niedźwiedzi, wędrówka samotna w miejscu gdzie przez wiele wiele kilometrów nie ma ani gdzie spocząć, ani zasięgu, a jedyna „ostatnia” nadzieja w postaci baterii w telefonie i dwóch powerbankach, rozładowuje się dokładnie wtedy kiedy jest najbardziej potrzebna – wtedy kiedy totalnie pogubi się szlak, otoczony lasem i totalnie, ale to totalnie nie ma się już siły. Atak paniki o 12 w południe, że kolejnej nocy w lesie, przemoczony, bezsilny i bez baterii, że się po prostu… ech…. i strona duchowa tak bardzo zapomniana na tej nota bene Drodze Krzyżowej… owoce duchowe zbieram dopiero teraz totalnie rozwalony psychicznie i fizycznie, widzę że cały świat nie jest w moim zasięgu, że (w końcu to dostrzegłem) jetem „słaby” – tylko człowiekiem i oparcie, i ratunek tylko w opiece Boga… w końcu widzę na serio, że mam komu dziękować, za wszystko… wiele rzeczy które robiłem, robiłem z własnej pychy, a teraz trzeba iść podziękować za dzisiejszy dzień i owoce EDK Panu Bogu…
ps. mieszkam raptem pół kilometra od Kościoła, ale coś czuję, że „wpółdo” to ostatnia chwila, żeby „zdążyć” na 13

Kilka zdjęć z trasy:
https://www.facebook.com/pg/BiegajacySwidnik/photos/?tab=album&album_id=2074828772731187

Gratulacje dla wszystkich, którzy podjęli się tej próby.

%d bloggers like this: