Nocna Dycha do maratonu okiem Ścibiego

Ciemno już, zgasły wszystkie światła… ciemno już, noc nachodzi głucha… czyli jak ogarnialiśmy Nocną Dychę do Maratonu.
Nocna Dycha to zawsze coś nowego, zawsze nowe emocje, zawsze nowe wyzwania i nowa trasa. Nie pamiętam, może dlatego, że biegam od niedawna by nocna dycha prowadziła tą samą trasą drugi raz.

W tym roku zwiedzaliśmy zupełnie nowe okolice, poza męczenników (połówka Solidarności), Kunickiego, Wolska i Łęczyńska (Maraton Lubelski) zwiedziliśmy Dywizjonu 303, Witosa i… najbardziej kolizyjne rondo Lublina…  Tak… zgadliście, rondo przy Makro, które z niektórych upuściło trochę chęci do biegania.

Ale od początku… Jest piękna słoneczna sobota, każdy myśli o wieczornej imprezie, piwku, pizzy i innych wesołych klimatach. Ale nie My!!! My Żółto – Niebieska ekipa ostrzymy zęby na życiówki w 3 dyszce w tej edycji. Nowa trasa i atmosfera spowodowała, że mało kto z Biegającego Świdnika nie skusił się na pokonanie 10 km trasy zaplanowanej przez Fundację Maratonu Lubelskiego. Wraz z Agnieszką docieramy na miejsce na długo przed startem bo nie było kiedy odebrać pakietu, ale co tam. Będzie czas porozmawiać, ustalić plan, plan na co? Na bieg?! Krzywo prosto byle ostro !!! Klimat w głowie i w sercu mówił, że lecę do odcinki. Nie ma udawania biegania, nie patrzymy na tętno, nie patrzymy na tempo, patrzymy tylko przed siebie i lecimy. Taktyka? Nie paść.

Bim Bam info na fb przychodzi, że spotykamy się zaraz, aby zrobić zdjęcie przed biegiem, wszyscy ładni, śliczni i pachnący. Kilka zdjęć bo zawsze, ktoś zamknie oczy, spojrzy się w drugą stronę czy nie dobiegnie. Darek jako nadworny fotograf BŚ dwoił się i troił by wyszły jak najlepsze ujęcia. Uffff udało się 😀 Każdy uśmiechnięty i zadowolony. Czas znaleźć toaletę, spokój i miejsce do rozgrzewki… Rozgrzewki?! Tu ciekawostka… niech nie czytają tego młodzi adepci biegania. Wraz z Elzą (ksywa na potrzeby biegu) Michałem, Rafałem i Konradem uznaliśmy, że jest zimno i nie wychodzimy na zewnątrz  Więc, rozgrzewka symboliczna i statyczna. Rafał jest nauczycielem wf, więc wie co mówi… chyba  Tu należy wspomnieć o nastawieniu głowy na bieg, które to często większa część sukcesu. Elza idąc na start biegu będąc w otoczeniu ludzi, którym może ufać powiedziała… „ale ja nie znam trasy… a co jak będę pierwsza?!”. To się nazywa pozytywne nastawienie. I w tym miejscu, życzę go sobie i Wam.

Ustawiając się na starcie czuć było mega, mega pozytywną energię, mega pozytywne naładowanie i jak rapował Zbuku „krew na swych zębach”. Stoimy wśród setek biegaczy, którzy tak jak i My dopingują się wzajemnie. Z racji posiadania takich samych koszulek co chwile słyszymy „Świdnik!!! Powodzenia!” albo „Biegający Świdnik!!! Widać Was” o to właśnie chodzi! Tu widać sens zakładania żółto –niebieskiego trykotu na siebie. Szybkie foty jeszcze na starcie i pomysły w stylu… zróbmy głupie miny i pokażmy języki    dwa razy powtarzać nie trzeba  Start miał się odbywać w rytm muzyki… muzyki? Hitu? Hitu lepszego niż Despacito!!! Sławomir!!! Miłośc w Zakopanem!!! Jak mawia Sławomir, po strzale startera – JEDZIEMY!!!

Lecimy, obok siebie widzę, Anię i Michała. Mam w sobie cień samokrytycyzmu i wiem, że nie dam rady polecieć tak jak oni, ale walczę. Po zapoznaniu się z poradnikiem Pawła Wysockiego na temat tego biegu świadomie podjąłem ryzyko „spalenia” się w pierwszej części biegu. Trasa sprzyjająca szybkiemu bieganiu. Bez patrzenia na zegarek biegnę przed siebie, nie mówię nic, nie odwracam się za innymi w głowie jedna myśl, byleby nie forsować sił, byleby nie szaleć, byleby nie podejmować głupich decyzji, byleby do przodu, byleby czuć, że lecę. Nie myślę o tym, że zaraz może się skończyć galop Ścibiego. Przed sobą nie widzę ani Ani, ani Michała… czyli co? Zającuję im? Szok i niedowierzanie. Lecimy, 1 km, 2 km… a sił w nogach i głowie nie braknie, mówię sobie, Ścibi jest dobrze. Dolecisz do 5 km i się zobaczy co będzie.

Dalej za plecami mam Anię i Michała. Co się dzieje? Czyżby głowa, aż tak bardzo pozwoliła pobiec? Na 4 km widzę jak prawą stroną rozpędza się Sławek… leci, nie patrzy, nie zwraca uwagi leci.. jak się póżniej okazało leciał na życiówkę… przed końcem 5 km dobiega do mnie Michał, mówię mu, że co mogłem to ich pociągnąłem, teraz już sami muszą walczyć bo ja nie dam rady… ale czy nie dam, czy nie chce mi się dać? Znowu głowa. Mijam flagę oznaczającą 5km i czas 23 minuty… extra… jak na mnie to super czas. Jeszcze kawałek biegnę w zdrowym tempie, ale węgle i motywacja w głowie się kończą. Widzę punkt z wodą. Biorąc pod uwagę to, że organizm ostatnio łatwo mi się odwadnia podbiegam do wodopoju biorę kubek i… na spokojnie zaczynam pić. Nagle w plecy ktoś sprzedaje mi liścia i krzyczy: dawaj nie zatrzymuj się! Nikt znajomy! Ale kojarzę tą koszulkę, chyba ją wyprzedzałem. Osobą, która w ferworze walki uznała, że trzeba mnie motywować była filigranowa blondynka z napisem Asia na plecach. Jak już się napiłem, uznałem, że mogę biec dalej 😀 powrót do tempa, którym nie musiałbym się bardzo wstydzić. Dobiegłem do Asi i małokulturalnie pobiegłem dalej. Dobiegając do podbiegu na rondu przy Makro skleiłem piątkę ze Zbyszkiem, który oderwany od TV i kanapy uznał, że trzeba lecieć ile się da, ale nie próbując się spocić. Kilkaset metrów ze Zbyszkiem uzmysłowiło mi, że jednak mimo korzystniejszego peselu Zbycho dobiegnie przede mną… a czasami na treningowych podbiegach, ja byłem szybszy  Mimo zmęczenia podbiegi poszły gładko, lekko wolniej, ale równo i mocno, na zbiegu chwila oddechu i to co męczyło mnie najbardziej to trzymanie tempa. Nie umiałem przekonać głowy, że warto. Zaliczka na życiówke była sporo ale… jeszcze 2 km.

Asia poleciała jakby na mecie były jej 2 szkraby  trzymanie tempa i… podzianie nowego radiowozu policji… seria 330xd prezentuje się no fajnie  ostatni km. Podbieg na Grygowej i już słychać konferansjera, który wita kolejnych biegaczy. Ale czy przywita i mnie? No mam nadzieję, że nie padnę. Udało się, podbieg na „ostatnią prostą” wszedł w nogi… Teraz z góry i teraz co? Kalkulacja? Nie! Próbujemy przyspieszyć tak mocno jak się da.

Widać metę! Widać kibiców! Widać koniec walki! Lecimy! Puszczamy nogi, puszczamy głowę, na szykanie słychać Michała Tyburka, który resztkami sił w gardle podpowiada i zagrzewa do finiszu! To już kolejny raz, kiedy Michał swoim autorytetem biegowym pogania mnie do mety. Dziękuje Michał za to! Jesteś The Best! Do tej pory w mojej głowie słyszę głos Michała, że mam lecieć i mocno pracować rękami!!! To dodaje skrzydeł. Lekko pod górę, ale to nie jest ważne, ból w nogach to ściema (tekst zapamiętany z Maratonu Warszawskiego) wiem, że jest szansa na przyzwoity wynik. Ostatnie kilka oddechów w czasie biegu i… meta!

Zmęczenie i radość, że udało się dobiec i na gorąco ocenić bieg jako dobry! Na mecie zawisa na mej szyi medal, medal potwierdzający to, że podołałem dystansowi. Czy dałem z siebie wszystko? Na pierwszej 5 tak… a dalej? Sprawa dyskusyjna. Zaraz za metą zacząłem szukać tej dobrej duszy Asi, która wymierzyła mi kopniaka w biegową du**. Jest, wśród znajomych cieszy się końcem walki i zwycięstwem nad samą sobą. Najpierw jest zaskoczona kim jestem i za co dziękuję, odwracając mnie i przypominając sobie tył mojej koszulki mówi do mnie tak: ej dobrze mi się za Tobą biegło, ale jak zobaczyłam, że się zatrzymałeś nie mogłam nie zareagować. To jest postawa fair play! Dziękuję Asiu za to 😀 To jest prawdziwy biegowy waleczny duch! Mam nadzieję, że kiedyś będę mógł się odwdzięczyć.

Zaraz po wymianie uścisków z Asią w oczy rzuca się Ania z Pawłem, którzy też ukończyli walkę. Uśmiechnięci i zadowoleni! Zamieszanie jak to na mecie. Ale po chwili obierając azymut na „zarezerwowany” przez Elzę stoik wszyscy, cały dream team BŚ się odnajduję. Wymiana szybka wyników, spostrzeżeń na temat zupy regeneracyjnej i emocji wprost z trasy udajemy się w mniej zaludnione części budynku. Tam pod przykrywką wymiany doświadczeń i spostrzeżeń z biegu oraz chęci regeneracji odbywał Się after, na którym stosowane były wszelakiego rodzaju sposoby regeneracji i relaksu po wysiłku.

Bieg biegiem, ale to co powiedziała Marlena… każdy na co dzień ma swoje życie, obowiązki, na zawodach jesteśmy razem i jest moc! Team to team! Trening treningiem, ale ważne, że w ważnych zawodach jesteśmy widoczni jako grupa! Jako silna grupa. Tak jak udało Nam się to pokazać na treningu dla Pawła, tak pokazujmy to w każdej możliwej sytuacji. Dziękuję Wam za jedność, za wsparcie, za uśmiech i za mega energię jaką od Was dostaję. Szacunek dla Was wszystkich i każdego z osobna! Do zobaczenia ! 

Podsumowanie wyników Nocnej Dychy – wyniki netto (jak kogoś brakuje dajcie znać):
14. Borowiec Michał 36:22 (4 w kategorii wiekowej M30)
32. Augustyniak Łukasz 38:06
59. Osina Jakub 39:33
121. Więsek Andrzej 41:52
129. Bąbik Adam 41:59
146. Maj Sławomir 42:28
233. Gorzel Piotr 44:06
261. Czelej Rafał 44:19
269. Pietrzyk Dariusz 44:33
285. Wójcik Karol 44:25
310. Lubowiecki Konrad 45:29
402. Chyliński Michał 47:07
403. Mróz Łukasz 46:47
421. Pycka Sławomir 46:55
433. Żukowski Arkadiusz 47:28
452. Psuja Anna 47:49
583. Boruch Zbigniew 49:38
603. Ścibior Łukasz 50:05
637. Warda Paweł 49:17
740. Śliwa Grzegorz 50:55
762. Kursa Małgosia 51:13
817. Borowiec-Różycka Magdalena 51:55
XXX. Zielińska Marlena 51:56 (zgubiony chip)
863. Gański Filip 52:56
864. Latała Andrzej 52:37
1110. Mariusz Frąc 56:15
1155. Jakubczyk-Latała Agnieszka 57:05
1160. Pietrzyk Ewa 57:12
1175. Pietrzyk Mariusz 57:36
1246. Białoszewski Piotr 58:52
1302. Kiczyński Radosław 1:00:04
1359. Baczewska Agnieszka 1:02:13
1366. Szymańczuk Arkadiusz 01:02:24
1376. Pełka-Gorzel Magdalena 1:02:37
1385. Bystrek Piotr 1:02:43
1410. Tomczyk Tomasz 1:03:40
1438. Wieleba Marcin 1:05:22

%d bloggers like this: